Jezioro Solińskie to jeden z największych sztucznych zbiorników wodnych w Polsce, a objechanie go rowerem daje zupełnie inną perspektywę niż widok z plaży czy pokładu statku. Pętla wokół jeziora to ponad 60 kilometrów serpentyn, podjazdów i zjazdów, które prowadzą przez zapomniane wioski, obok zatok o turkusowej wodzie i punktów widokowych, z których rozciąga się panorama na bieszczadzkie szczyty. To trasa dla tych, którzy lubią wyzwania – nie da się jej pokonać bez sporej kondycji i determinacji.
Jezioro powstało w latach 60. XX wieku po wybudowaniu zapory w Solinie. Zalało wtedy kilka wsi i starą drogę, a dziś ta historia czai się gdzieś pod taflą wody. Rowerowa pętla wykorzystuje drogi, które okrążają zbiornik z obu stron – wschodniej i zachodniej – tworząc trasę pełną kontrastów.
- niepowtarzalne widoki na Bieszczady
- turkusowe zatoki jeziora
- wyzwania dla zapalonych rowerzystów
- historia zalanych wsi
- spektakularne wschody słońca
Szlak rowerowy wokół Soliny – co czeka na trasie
Większość rowerzystów zaczyna w Polańczyku, turystycznym sercu regionu. Stamtąd trasa prowadzi na wschód przez Rajskie, potem przez most w Solinie w kierunku Myczkowa. Z Myczkowa dalej na południe do Werlasu, gdzie znajduje się niewielki port rybacki, a następnie powrót przez Wołkowyję. W tym ostatnim miejscu czeka przeprawa promem – krótka, ale dająca chwilę wytchnienia po forsownych podjazdach.
Nawierzchnia to głównie asfalt, choć są odcinki wymagające uwagi. Fragment między Górzanką a Bereżnicą Wyżną to zniszczona, nierówna droga, która potrafi dać się we znaki. Jeszcze bardziej wymagający jest podjazd na Górę Markowską – szutrowa droga, stroma, ale ze szczytu widok rekompensuje wysiłek.
Trasa nie należy do łatwych. Kilka długich podjazdów wymaga dobrego przygotowania. Najczęściej wspominany to ten tuż po zatoce jeziora w okolicach Polańczyka – stromy, z ostrymi zakrętami, ale gdy się go pokona, z góry rozpościera się widok na jezioro, górę Jawor i przystań statków spacerowych.
Niektórzy rowerzyści potrafią pokonać pętlę w 6-7 godzin, ale warto zaplanować cały dzień. Nie chodzi tylko o pedałowanie – po drodze czekają miejsca, w których szkoda nie zatrzymać się choćby na chwilę.
Punkty widokowe i zatoki jeziora
Jezioro Solińskie robi wrażenie z każdej perspektywy, ale z rowerowego szlaku widać je w całej okazałości. Zatoki wciskają się między wzgórza, tworząc kameralne zakątki z czystą wodą. Jeden z najlepszych punktów widokowych znajduje się w okolicach Myczkowa – stamtąd widać rozległą taflę jeziora otoczoną bieszczadzkimi pasmami.
Inny charakterystyczny widok czeka na zjeździe w okolicach Zawóz – po prawej stronie drogi jezioro rozpościera się jak na dłoni. O wschodzie słońca kolory nieba i wody tworzą spektakl, który warto zobaczyć, choć wymaga to wczesnego startu.
Zapora w Solinie i okoliczne atrakcje
Zapora solińska to imponująca konstrukcja – 81 metrów wysokości, ponad 660 metrów długości. Warto zatrzymać się przy niej, choćby po to, by uświadomić sobie skalę tego przedsięwzięcia. Parking w okolicach mostu na Sanie z widokiem na zaporę to dobry punkt startowy dla tych, którzy wolą rozpocząć trasę z Soliny, a nie z Polańczyka.
Niedaleko, w Myczkowcach, znajduje się zapora myczkówiecka – mniejsza, budowana w latach 1955-1960 jako alternatywa dla solińskiej. Przy niej rozciąga się jezioro myczkówieckie, którego brzegi prowadzą u podnóża Kozińca – góry objętej ochroną rezerwatową.
Przez bieszczadzkie wsie i cerkwie
Trasa prowadzi przez miejscowości, które pamiętają czasy sprzed wysiedleń. W Polańczyku stoi zabytkowa cerkiew z 1907 roku, dziś kościół parafialny i sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości. Wnętrze z cudowną ikoną Matki Bożej z Łopienki przyciąga pielgrzymów, ale nawet dla tych, którzy nie szukają duchowych przeżyć, architektura cerkwi robi wrażenie.
We wsiach wzdłuż trasy nie ma tłumów. W Wołkowyi można zatrzymać się w barze lub sklepie, w Górzance droga wiedzie przez spokojne zabudowania. To miejsca, które żyją własnym rytmem, z dala od turystycznego zgiełku Polańczyka.
Zagroda Żbyr to kultowe miejsce na mapie Bieszczad – bar z klimatem, dobrą muzyką i jedzeniem w przystępnych cenach. Jeśli trasa prowadzi w pobliżu, warto zajrzeć i posłuchać historii tego miejsca.
Dla kogo jest ten szlak
To nie jest trasa dla niedzielnych rowerzystów na miejskich cruiserach. Wymagana jest bardzo dobra kondycja, a rower powinien być sprawny – najlepiej MTB lub trekkingowy. Serpentyny, strome podjazdy i równie szybkie zjazdy (niektórzy osiągają prędkość 70 km/h) wymagają umiejętności i uwagi.
Rodziny z małymi dziećmi raczej sobie nie poradzą. To trasa dla doświadczonych cyklistów, którzy lubią wyzwania i nie boją się zmęczenia. Można ją pokonać solo lub w grupie – wiele osób wybiera tę drugą opcję, bo wspólne pedałowanie dodaje motywacji na trudniejszych odcinkach.
Praktyczne informacje – jak się przygotować
Najlepszy czas na przejazd to późna wiosna, lato i wczesna jesień. Zimą i wczesną wiosną nawierzchnia może być oblodzona, a na niektórych odcinkach warunki są niebezpieczne. Latem trzeba liczyć się z upałem – warto wyruszyć wcześnie rano lub pod wieczór.
Trasa jest bezpłatna, dostępna cały rok. Parking w Polańczyku lub przy zaporze w Solinie to kilkanaście złotych za dzień. Dojazd samochodem to najwygodniejsza opcja – PKS-y kursują, ale z rowerem może być kłopotliwie.
Co zabrać:
- Kask – obowiązkowo, zwłaszcza na zjazdach
- Lampki rowerowe – nawet w dzień poprawiają widoczność na wąskich poboczach
- Zapas wody i jedzenia – po drodze są miejsca, gdzie można coś kupić, ale nie wszędzie
- Apteczkę i narzędzia do drobnych napraw
- Telefon z naładowaną baterią i mapą offline
Mała obwodnica bieszczadzka, przez którą prowadzi część trasy, ma wąskie pobocza i spory ruch. Ostrożność to podstawa, szczególnie w weekendy, gdy drogi są bardziej zatłoczone.
Na całą pętlę warto przeznaczyć 7-9 godzin, licząc przerwy na jedzenie, zdjęcia i odpoczynek. Niektórzy dają radę szybciej, ale po co się spieszyć – krajobraz zasługuje na to, by go smakować powoli.
